OSTATNIA DESKA RATUNKU

 

Nie przynosi się drewna do lasu, ale do kuchni? Dlaczego nie!                                            

                                                                                                                                                          

W KUKBUK-owej kuchni też ścierają się dwa fronty. Jeden woła: „Ma być pięknie!”, drugi uparcie odpowiada: „Niech będzie praktycznie!”. Na szczęście estetów i praktyków przy wspólnym stole godzi zamiłowanie do niepowtarzalności. KUKBUK kocha wszystko, co jedyne w swoim rodzaju, zwłaszcza przed świętami przyznajemy się do szczególnych wzruszeń nad niezwykłością zwykłych rzeczy. Najchętniej takich, które cicho opowiadają historię za każdym razem, gdy wchodzimy do kuchni.

 

Najlepiej opowiada drewno. Przyglądaliście się kiedyś deskom do krojenia? Nie znajdziecie dwóch takich samych. Słoje niektórych gatunków są bardzo kręte, innych – pofalowane. Jeśli przyjrzycie się uważnie, dowiecie się, z iloma mroźnymi zimami zmagało się drzewo, czy przeżyło suszę, czy walczyło ze szkodnikami. Każdy kawałek drewna pęka na swój sposób, inaczej pachnie, ma niepowtarzalną fakturę.

 

Za każdą deską kryje się historia. A za historią deski kryje się historia człowieka.

 

Stanisław Gałązka, zanim za namową córki poświęcił się na dobre produkcji unikatowych desek do krojenia, przeszedł przez wszystkie szczeble stolarskiej kariery. Zajmował się budownictwem i meblarstwem, pracował przy budowie Dworca Centralnego.

 

Do wszystkiego dochodził sam, choć wywodzi się z rodziny o tradycjach rzemieślniczych, tata był stolarzem, a dziadek – kowalem. To oni zaszczepili w nim radość z wymyślania narzędzi, których brakowało w warsztacie. Śmieje się, że wymyślałby te narzędzia całe życie, gdyby nie moda na drewniaki, dzięki której mógł sobie pozwolić na zakup pierwszych maszyn.

 

Gdy uzyskał dyplom mistrzowski w cechu w Garwolinie, sam zajął się szkoleniem uczniów. Kiedy po wielu latach i dziesiątkach wyszkolonych młodych stolarzy został w warsztacie sam, a zdrowie przestało mu pozwalać na wykonywanie ciężkich prac, znajomi jego córki wpadli na pewien pomysł. Tak na warsztat trafiły deski do krojenia, o których pan Stanisław opowiada z taką fascynacją, że niemal umiemy sobie wyobrazić ten proces – wyszukiwanie drewna o odpowiednim kształcie i słojach i wymyślanie kształtów zgodnie z jego strukturą. „Wybieram odpowiedni kawałek deski, rozrysowuję kształt, wycinam i szlifuję. Później olejowanie”, objaśnia stolarz. Długość procesu zależy od rodzaju drewna, każde wymaga nieco innej obróbki.

 

Pan Stanisław przyznaje, że nieraz jego cierpliwość jest wystawiana na ciężką próbę. „Każdą deskę muszę przecież kilkadziesiąt razy przekręcać w rękach na wszystkich tych etapach!”, mówi. „Ale ta satysfakcja, kiedy można dotknąć skończonej deski…”, dodaje po chwili z tajemniczym uśmiechem.

 

Jeśli chcecie sprawdzić, jak to jest dotknąć takiej deski lub podarować swoim bliskim kawałek historii w drewnie, obejrzyjcie, jakie cuda wychodzą spod ręki pana Stanisława. Kilka dębowych desek (dech! To są przecież porządne dechy!) znajdziecie w naszym sklepie internetowym.  

 

 

Przepis i zdjęcie: Magdalena Zaryczyńska/glinianytalerzyk.blog.pl
Credits: Lorem ipsum dolor sit amet.
Instagram