LOKAL NA RYBĘ, WARSZAWA - RECENZJA

 

Obiad z rybą w roli głównej to nie tylko sushi czy filet w panierce – twierdzi Bartosz Lisek, gotujący żeglarz.                                                                                                                             

 

Bartosz dużą część swojego życia spędził na morzach i oceanach, jako pokładowy kucharz. Chcąc urozmaicić typową żeglarską dietę swoich kolegów, składającą się głównie z makaronu i puszek z mielonką, w portach odwiedzał targi i kupował na nich to, co nad morzem najtańsze – ryby. Gdy wrócił do Polski, postanowił zrobić użytek ze swojej wiedzy i umiejętności. Lokal na Rybę działa od czerwca i co tydzień zaprasza do innego portu. Wszystko, łącznie z wystrojem, przeobraża się co czwartek – do karty trafiają rybne dania z nowego zakątka świata. Oferta pieczywa, deserów i napojów też się zmienia, a na lampach i parapetach pojawiają się tematyczne dekoracje. W Narodowe Święto Niepodległości ryba występowała między innymi w pierogach i gołąbkach, flądra udawała schabowego, a do popicia było świętomarcińskie wino.

 

 

My trafiliśmy do lokalu w tygodniu skandynawskim. Za oknami królował polski listopad, potrzebowaliśmy więc rozgrzania – tę funkcję doskonale spełniła szklaneczka domowego glöggu z migdałami i rodzynkami. Na przystawkę spróbowaliśmy „ptasiego gniazda” – siekanych anchois z jajkiem przepiórczym i cebulką. Taki tatar, rozsmarowany na szwedzkim żytnim pieczywie, to charakterna przekąska, którą można by zagryźć trunek dużo mocniejszy niż nasze grzane wino. Pochłonęliśmy też miskę pysznej i sycącej kremowej grochówki z wędzonym łupaczem.

 

 

 

Najbardziej jednak zachwycił nas śledź w jeżynach, czyli płaty matiasa marynowane w jeżynówce z goździkami, cynamonem, cebulką i octem. Ryba była miękka i krucha, spełniła nasze marzenie o śledziu idealnym.

 

Z dań głównych wybraliśmy gładzicę z żurawiną i zapiekankę z łososiem. Smażona na maśle gładzica była delikatna i świeża, podano ją z maślanymi ziemniakami i kapustą. Równie smaczna była zapiekanka z łososiem, groszkiem, cebulą i koperkiem. Nieco się rozpadała, ale to tylko pogłębiło wrażenie domowości i przytulności tego miejsca – to w końcu lokal na rybę, a nie na popisy przerostu formy nad treścią.

 

 

 

 

 

 

Deser też był skandynawski – podane na ciepło ciasto z jabłkami, migdałami i cynamonem chcielibyśmy jeść jako fikę codziennie, a kisiel z dzikiej róży z kleksem kwaśnej śmietany był odświeżający, mocno owocowy i bardzo domowy.

 

Lokalowi kibicujemy nie tylko z miłości do ryb, lecz także dlatego, że trzeba mieć dużo odwagi, żeby co tydzień tworzyć nową kuchnię. Nie sposób znudzić się pomysłami Bartka. W grudniu planuje przepłynąć przez bożonarodzeniowe zwyczaje różnych zakątków globu, w Lokalu na Rybę będzie też można kupić oryginalne rybne przysmaki na wigilijny stół. Jakie podróże czekają miłośników ryb w nowym roku? Na szczęście portów na świecie jest bez liku, więc i pomysłów nie powinno zabraknąć.

 

 

 

Tekst i zdjęcia: Kasia Stadejek

 

Lokal na Rybę

ul. Kwiatowa 1/3/5 (wejście od Różanej)

Warszawa

 

godziny otwarcia: czw.-pt.: 16-22; sob.-niedz.: 14-22

 

 

 

Przepis i zdjęcie: Magdalena Zaryczyńska/glinianytalerzyk.blog.pl
Credits: Lorem ipsum dolor sit amet.
Instagram