RECENZJA: UMAMI MORE THAN SUSHI, POZNAŃ

 

Przyjechali z Korei Południowej, by w stolicy Wielkopolski zmierzyć się z rodzimym kimchi.                                                                                                                                                       

 

Sami robią kimchi i pierożki mandu, dwa specjały nieodłącznie kojarzące się z kuchnią koreańską. Kimchi w restauracji Umami można zjeść również w zupie, która podobno świetnie leczy kaca, oraz zatopione w naleśnikach. Poza tym w karcie są inne koreańskie streetfoodowe klasyki – niezwykle sycące i mięsne bulgogi, zupa rybna odeng z ciastkami rybnymi, gimbap, czyli koreańskie sushi różniące się od tego japońskiego rodzajem ryżu, oraz sporo dań z koreańską pastą ze sfermentowanej soi, nieco cięższą i intensywniejszą od japońskiej miso.

 

 

Co Koreańczycy robią w Poznaniu?

 

Sang Min Park, szef kuchni Umami, pochodzący z Incheon, miasta położonego tuż obok stolicy Korei Południowej, Seulu, przyjechał do Polski 13 lat temu. Od tamtego czasu pracował między innymi w warszawskiej restauracji Akashi, bydgoskiej Kurkumie, a nawet w najbardziej koreańskim mieście w naszym kraju, czyli we Wronkach, gdzie fabrykę ma marka Samsung. Jego zastępca Ho Min Lee pochodzi z położonego nad morzem Pusanu, drugiego co do wielkości, po Seulu, miasta w Korei Południowej, i od trzech lat mieszka w Poznaniu; wcześniej pracował we Włoszech. Panowie nigdy nie uczęszczali na kurs języka polskiego, nauczyli się go w pracy i dziś mówią nim całkiem płynnie.

 

Co Koreańczycy myślą o Polsce?

 

– Wolę wasz kraj od Korei, tu jest o wiele spokojniej. U nas wszystko dzieje się za szybko – odpowiada szef kuchni.

 

– W Polsce jest dobre mięso – dodaje jego zastępca. – Co prawda nie macie za dużo ryb i owoców morza, ale jakoś sobie radzimy. Bazujemy na tym, co jest: łososiu, tuńczyku, doradzie i węgorzu.

 

 

W restauracji Umami przy ulicy Wodnej gotują od paru tygodni. To nowy i duży lokal stworzony z myślą o wielbicielach kuchni azjatyckiej. Poza wspomnianymi wyżej specjałami z Korei w karcie jest spory wybór klasycznego sushi, popularny ramen oraz lunchowe sety w formie bentŁ.

 

Degustację zaczynamy od miłego poczęstunku od koreańskich kucharzy – czekadełka w postaci geran dufu, gotowanego na parze jajka oshiboki, z rzepą i tobiko. To delikatna, kojąca przekąska o bardzo subtelnym smaku. Podobnie jest w przypadku surowego tuńczyka (29 zł), który ma słodkawy, umamiczny smak.

 

 

 

Czego nie można już powiedzieć o robionym w Umami kimchi (8 zł). Jest bardziej kwaśne niż ostre, jeszcze nie do końca przemacerowane. Trudno powiedzieć, w czym tkwi problem – w braku składników (w Polsce nie jest dostępna odmiana kapusty używana przez Koreańczyków, nieco większa od naszej) czy w potrzebnym do zrobienia kimchi czasie. Być może staż Umami jest za krótki, by koreańska kapusta zdążyła nabrać charakteru, ale i tak jak na polskie standardy nie jest zła. 

 

 

 

Dojrzała i dopracowana w smaku jest za to ostra sałatka z glonów (14 zł), czyli miyeok muchim, oraz ggae nip, bardzo intensywne w smaku liście sezamu marynowane w sosie sojowym i pikantnej papryce (8 zł).

 

Te ostatnie są idealne jako ostry kontrapunkt dla reszty dań, traktujemy je więc jak imbir podawany do sushi i skubiemy w trakcie jedzenia dań głównych. Nie figurują osobno w karcie, są składnikiem koreańskiego sushi, czyli gimbap, ale na specjalne życzenie klienta mogą być podane osobno. 

 

 

 

Ramen z doradą, kiełkami, marynowanym jajkiem, grzybami shimeji i kapustą pak choi jest tak duży, że mógłby się nim posilić niejeden pokój w akademiku – a poza tym pełen smaku i teksturowych różnic (39 zł). Próbujemy pływającego w nim sprężystego udonu na zmianę ze świetnym łososiem seng son dzorim (39 zł), czyli gotowaną w wywarze z sosu sojowego i imbiru rybą. Jest słodka, intensywna w smaku, a porcja – równie gargantuiczna jak ramen. Oba dania sycą apetyt i zmysły. 

 

 

Smażone w cieście kalmary, czyli ika age (15 zł), to najsłabsze z próbowanych przez nas dań. Są bardzo tłuste, ciężkie, ratuje je jedynie ewakuacja z panierki. 

 

 

Na desery jest specjalna kieszonka, również w koreańskich brzuchach, bo mieszczą się w niej i orzeźwiające i bardzo smaczne lody matcha (15 zł), i nieco cięższe, zaklejające usta owoce w tempurze w sosie ananasowo-miodowym (17 zł).

 

 

 

Czy przystępne ceny w Umami spowodują większe zainteresowanie kuchnią koreańską w Poznaniu? Mamy nadzieję, że koreańscy szefowie będą mieli dzięki temu pełne ręce roboty.

 

Tekst: Basia Starecka, zdjęcia: Basia Starecka i materiały prasowe

 

Umami More Than Sushi

ul. Wodna 7/2

godziny otwarcia: pon.-śr.: 12-22, czw.-sob.: 12-23, niedz.: 12-22

 

 

 

Przepis i zdjęcie: Magdalena Zaryczyńska/glinianytalerzyk.blog.pl
Credits: Lorem ipsum dolor sit amet.
Instagram